[Rozmiar: 45740 bajtów]



Rok 2009 – rok Azji... A wszystko zaczęło się od niewinnej promocji biletów lotniczych na loty wewnątrz tego kontynentu. Do działu „Promocji” SEAN’a wpłynął email o sprzedaży biletów za podatki... tylko. Cała ekipa SEANA w tej samej chwili stwierdziła – Azja 2009 – jedziemy! A zatem bilety na trasie Singapur – PhuketBangkok – Singapur kupione zostały niemal natychmiast i pozostało tylko wszystko skoordynować i zorganizować. W międzyczasie SEAN wpadł na wyśmienity pomysł, żeby spędzić dwa dni w Kuala Lumpur (Malezja) i przy wydatnej pomocy strony internetowej www.seat61.com udało się znaleźć alternatywne ,do samolotu, połączenie między Singapurem a Kuala Lumpur – tym razem SEAN udał się nocnym pociągiem do stolicy Malezji. Zresztą niniejszy tekst narodził się podczas nocnej eskapady ekipy SEAN’a na trasie Johor Bahru – Kuala Lumpur.
I tak dzięki owemu przemieszczaniu się, do Azji przybyliśmy A.D. 2009, by po kilku dniach znaleźć się w roku 2552 (zgodnie z Songkran - starożytnym księżycowym kalendarzem tajskim), a całą eskapadę zakończyć powitaniem Nowego Roku – tym razem Roku Woła (Bawoła).

AZJA
Singapur - Johor Bahru - Kuala Lumpur - Singapur


Otóż... pierwotny plan to 3 dni w Singapurze, potem 5 dni w Phuket, następnie 3 dni w Bangkoku, by na końcu znów wrócić do Singapuru na kilka dni. Ponieważ Singapur występuje w tym odcinku dwa razy, część ekipy SEAN’a wpadła na szatański pomysł przemieszczenia się blisko 800 km na północ, by dwa dni spędzić w stolicy Malezji - Kuala Lumpur. Do tego celu wybraliśmy nocny pociąg (kuszetka), po pierwsze: o hotel martwić się nie trzeba, a po drugie: nocne przemieszczanie ma te plusy, że w ciągu kilku, kilkunastu godzin można znaleźć się w zupełnie odległym i ciekawym miejscu. SEAN z doświadczenia własnego wie, iż podróże w dzień („Bogowie, boginie i troszkę sułtanatu”) pociągiem czy autobusem to strata czasu, który podróżnikom jest niezbędny i zdecydowanie sensowniej jest wybierać nocny transport na długie trasy.
Małym niuansem okazał się fakt, iż bilet kolejowy z malezyjskiego miasta Johor Bahru, graniczącego z Singapurem jest o blisko 150% tańszy niż, bilet kupiony z samego Singapuru, a wszystko to przez zasadę wprowadzoną przez malezyjską kolej, bilet kosztuje tyle samo tylko w walucie danego kraju (Dolar singapurski jest sporo więcej wart niż malezyjski Ringgit). SEAN, prosto po wylądowaniu na komfortowym lotnisku w Singapurze, udał się natychmiast w kierunku granicy singapursko – malezyjskiej. Celem był dworzec kolejowy w pierwszym mieście Malezji południowej – Johor Bahru. Cała przeprawa od momentu wylądowania w Singapurze do momentu wejścia na dworzec kolejowy zajęła 4 godziny – było to nie śpiesząc się i w godzinach szczytu, ale należy przyjąć czas przeprawy od 2 do 6 godzin. Ogólnie proces przeprawy przez granicę pomiędzy Singapurem i Malezją brzmi skomplikowanie, ale wszystko jest wyśmienicie zorganizowane. SEAN tę granicę przekraczał wielokrotnie oraz różnymi środkami transportu i za każdym razem zupełnie bezboleśnie (więcej w dziale transport). W Johor Bahru byliśmy niemal 3 godziny przed odjazdem pociągu i ku uciesze piękniejszej części ekipy SEANa, na przeciw dworca jest duże centrum handlowe, z dużym wyborem obuwia damskiego, sukienek i innych równie niezbędnych w podróży pociągiem przedmiotów. Centrum to, niemalże wypełniło czas oczekiwania na przyjazd naszego nocnego hotelu. Samo miasto raczej nie zalicza się do miejsc wartych dłuższego pobytu, ale za to można udać się taniej pociągiem w głąb Malezji, można także skorzystać z miejscowego lotniska lub autobusów dalekobieżnych.

Na dworcu znajduje się mały kiosk, który prowadzi para staruszków, oprócz zaopatrzenia na drogę (co, kto lubi: napoje słodycze, piwo, itp...) można oddać bagaż na przechowanie i spokojnie udać się na miasto. Cena przechowalni w sklepiku to 3 MYR za walizkę, SEAN-owi udało się również, dzięki uprzejmości właścicieli, podładować laptop.

Warto kilka słów poświęcić pociągowi nocnemu. Otóż po kilkunastu godzinach spędzonych w samolocie i kilku godzinach, by dotrzeć w końcu do celu czyli dworca kolejowego, SEAN zdecydował się na najdroższą wersję biletu (klasa pierwsza De Lux), która gwarantowała: przedział dla tylko dwóch osób (są dużo tańsze wagony dla kilkunastu osób), przedział z umywalką, toaletą i prysznicem (duży plus po kilkunastogodzinnej podróży samolotem). Otóż, po klasie De Lux w malezyjskim pociągu cudów oczekiwać nie należy. Wagon, a także i przedział były może nie najnowsze (na zdjęciach trochę to wyglądało inaczej - zastaliśmy rodzaj kuszetki z piętrowym łóżkiem), ale na plus niewątpliwie przemawia czysta łazienka z ciepłą wodą pod prysznicem, czysta pościel, możliwość zamówienia posiłku i ciepłych napojów – wliczone w cenę biletu oraz butelkowana woda (oczywiście ta z kranu nie nadawała się do picia). Poza tym śmiało można stwierdzić, że pociąg jest zupełnie bezpiecznym środkiem transportu.

Podróż do stolicy minęła bardzo szybko i zgodnie z planem zameldowaliśmy się w Kuala Lumpur tuż po godzinie 6:00 rano. Powrót do Singapuru był zaplanowany na następny dzień w okolicach godziny 21:00, a zatem całe dwa dni na to, by „poczuć” stolicę Malezji. Mimo wczesnej pory udaliśmy się do wcześniej zarezerwowanego hotelu, by zostawić „tobołki” – oczywiście ze względu na wczesną porę pokój gotowy dla nas nie był, ale można było przechować walizki – tym razem cena wyniosła 1 MYR za sztukę.

Po pierwsze warto udać się, by zarezerwować wjazd na balkon jednej z najwyższej budowli świata „Petronas Towers”. Wjazd jest bezpłatny, natomiast bilety rezerwuje się z wyprzedzeniem, tzn. swoje w kolejce trzeba odstać. Przy kasie byliśmy około godziny 10:00 (dojazd do hotelu, by zostawić „tobołki” plus śniadanie) – bilet można było dostać na 13:00, można też bez problemu zarezerwować wjazd na późniejsze godziny.

Kolejną atrakcją, z jeszcze wyżej położoną platformą widokową była czwarta, co do wielkości na świecie wieża telewizyjna „Menara Tower”. Wjazd na platformę widokową, plus dodatkowe atrakcje typu symulator Formuły 1, mini Dżungla, w której można potrzymać węża na szyi lub pobawić się z niezwykle uroczą samiczką szopa, kosztował 39 MYR od osoby. Z „Petronas Towers” do wieży telewizyjnej łatwo jest trafić, po pierwsze dlatego, że obie wieże widać, a poza tym od czasu do czasu można trafić na znaki wskazujące drogę, zresztą dystans dzielący obie atrakcje to niewiele więcej niż półtora kilometra.

Jako, że wjazd na „Petronas Towers” (najbliższa stacja: KLCC – linia Putra, Monorail: stacja Bukit Nanas i później około 10 -15 minut spacerkiem) mieliśmy późnym popołudniem, po zaspokojeniu potrzeby związanej ze spojrzeniem na miasto z góry, udaliśmy się do centralnego punktu Kuala Lumpur, Bukit Bintang (stacja Bukit Bintang), w którym to zaczynają się szaleństwa zakupków, choć bardziej dotyczy to miłośników lub miłośniczek garderoby, gdyż ceny elektroniki były niespodziewanie wyższe niż w Europie. Bukit Bintang to nie tylko zakupy, ale też mnóstwo miejsc, w którym można skorzystać z masażu oraz wstąpić do jednej z licznych kafejek.

Wreszcie popołudniowe spojrzenie na stolicę Malezji z góry, czyli ze słynnego balkonu łączącego dwie wieże budynku „Petronas Towers”. Czas na balkonie jest ściśle wyliczony i na podziwianie widoków, zrobienie zdjęć jest dziesięć minut, po czym wraca się na dół. Mimo wszystko warto poczuć wielkość tej budowli, a dla spragnionych zakupów, w budynku jest duże centrum handlowe Suria KLCC. Do tanich ono się nie zalicza, więc cudów (znaczy atrakcyjnych cen) spodziewać się nie należy. SEAN niezwykle poleca powrót pod dwie wieże wieczorem, gdy są one cudownie oświetlone i wrażenia oraz zdjęcia są wyśmienite. Po tak mocno zajętym atrakcjami dniu i po ponad dwóch dobach z ograniczonym snem (samolot i trzęsący się pociąg) późnym wieczorem zmęczona, aczkolwiek zadowolona ekipa udała się do hotelu na zasłużony i długo wyczekiwany sen.

Dzień drugi w Kuala Lumpur zaczął się od wizyty na dworcu kolejowym, po to tylko, by zostawić bagaże i ruszyć w miasto przed wieczornym, powrotnym pociągiem do Singapuru. O tym, że są schowki na bagaż (żetony na schowek kupuje się w informacji na tym samym piętrze) dowiedzieliśmy się z internetu, ale niestety za żadne skarby nie chciały się te nasze walizy zmieścić do żadnego, z największych schowków. Na szczęście miły człowiek w informacji wskazał nam jeszcze normalną przechowalnię zwaną "Madame Keeper" (w przejściu koło Mc’Donaldsa - wejście tuż przed Subway-jem po lewej stronie), która przyjmowała normalnie wymiarowe walizki. Cena tej usługi to 6 MYR czyli nieco więcej niż schowki, ale za to znacznie drożej niż w naszym Tune Hotels (1 MYR przyp. aut.) . Przechować bagaż można całą dobę, choć odebrać można tylko w godzinach pomiędzy 7:00 a 22:00 (mogą ulec zmianie), z przerwami na posiłki. Prosto z dworca udaliśmy się pociągiem (linia Putra – Pasar Seni) w okolice Chinatown. Po drodze mija się stary budynek dworca kolejowego w Kuala Lumpur, a po wyjściu wielkie wrażenie robi ogromny budynek Dajabumi Complex. Chinatown jest tętniącym życiem miasteczkiem w mieście z mnóstwem straganów, sklepików, w których można znaleźć ciekawe rzeczy. W okolicach Chinatown znajduje się główny dworzec autobusowy, z którego można udać się w różne części Malezji. W okolicach dworca (w kierunku na Bukit Bintang - piechotką) znajduje się dużo hosteli (dobre ceny). SEAN, po małych zakupach na Chinatown, udał się na większe zakupy w centrach handlowych zlokalizowanych na Bukit Bintang. Cenowo, w porównaniu z Europą, zakupy w Kuala Lumpur to czysta przyjemność dla płci pięknej i nie tylko...

Po wyczerpującym, kolejnym dniu pozostał nam nasz ulubiony trzęsący się pociąg w kierunku południowym... i w godzinach wieczornych opuściliśmy Kuala Lumpur, które okazało się bezpiecznym, bardzo przyjaznym miejscem, które warto odwiedzić i do woli rozkoszować się miejscowym klimatem.

[Rozmiar: 87276 bajtów]



















[Rozmiar: 87276 bajtów]




















[Rozmiar: 87276 bajtów]



















[Rozmiar: 87276 bajtów]



















[Rozmiar: 87276 bajtów]



















[Rozmiar: 87276 bajtów]




Teraz garstka ciekawych informacji:


TRANSPORT:
[Rozmiar: 25284 bajtów] lotnisko Singapur i dojazd do Johor Bahru: lotnisko w Singapurze oddalone jest od centrum miasta o około 20 km (12 mil), najłatwiejszy i najtańszy dojazd zapewnia kolejka SMRT. Z terminala 3 można dojechać do centrum, z przesiadką na stacji Tanah Merah. Na stacji Tanah Merah nie ma potrzeby zmiany peronu, po prostu pociąg przyjeżdża na środkowy tor i można się łatwo przesiąść w kierunku centrum (City Hall).
We wszystkich środkach komunikacji publicznej należy się przygotować na przepychanie się do wyjścia. Niestety (dotyczy całej trójki krajów, które odwiedziliśmy), zasada pierwszeństwa dla wysiadających nie obowiązuje. Tłum wchodzących i wychodzących napiera już od momentu otwarcia drzwi.

Czas przejazdu do centrum miasta (City Hall) wynosi około 30 minut a cena biletu jednorazowego to 2.60 SGD (w tę cenę wliczony jest depozyt za bilet 1 SGD, zwracany podczas oddania biletu do automatu). Można oczywiście skorzystać z innych środków transportu z lotniska do hotelu (autobus, taxi), ale kolej SMRT powinna być w zupełnie wystarczającym, efektywnym i najtańszym środkiem.

Najprostszy sposób dostania się na dworzec kolejowy w Johor Bahru można przedstawić w kilku punktach:
1. Kolejka SMRT z lotniska do stacji Kranji (przesiadka na Tanah Merah i Jurong East) – czas przejazdu około 1 godziny.
2. Autobus do Johor Bahru ze stacji Kranji (wystarczy przejść na drugą stronę ulicy)
a) Autobus dojeżdża do granicy singapurskiej: z autobusu trzeba wysiąść (autobus nie czeka) i udać się do kontroli granicznej, po kontroli trzeba stanąć w kolejce (o ile jest), by złapać kolejny autobus, który przez most, dowiezie do odprawy paszportowej w Malezji. Są trzy kolejki, w zależności którym się przyjechało autobusem – od lewej strony autobus czerwony, potem dwa żółte.
b) Autobus dojeżdża do granicy malezyjskiej, znów należy wysiąść i przejść kontrolę celną tym razem już w Malezji.
3. Dworzec kolejowy jest niedaleko budynków przejścia granicznego i właściwie dystans ten pokonuje się piechotką (5-10 minut) – po wyjściu w lewo, gdzie w małym niepozornym budynku mieści się dworzec kolejowy, można też jechać dalej autobusem w kierunku Larkin, ale jeśli celem podróży jest dworzec, to jest to ostatni etap – ciągle obowiązuje ten sam bilet, który należy zachować i pokazać kierowcy na każdym etapie wsiadania do autobusu.

Czas przeprawy przez granicę czyli od stacji Kranji do dworca kolejowego Johor Bahru wynosi około 2 godzin - dość długie kolejki na granicy w godzinach szczytu. Cena biletu autobusowego w jedną stronę 1.30 SGD, pieniądze należy mieć wyliczone – kierowca nie wydaje reszty, na szczęście na przystanku przy stacji Kranji jest osoba z obsługi linii, która może rozmienić pieniądze, można płacić również w malezyjskiej walucie.

Całkowity czas przeprawy ekipy SEAN-a, po wylądowaniu w Singapurze, odebraniu bagaży, przejściu kontroli paszportowej, przejeździe kolejką i autobusem, kolejnych odprawach paszportowych i dotarciu na dworzec kolejowy wyniósł – nie śpiesząc się – 4 godziny.

Powód, dla którego SEAN wybrał pociąg z Johor Bahru a nie z Singapuru była cena. Różnica w cenie wyniosła niemal £60 – £70. Pociąg z Singapuru kosztuje 250 SGD około 600 MYR, natomiast pociąg z Johor Bahru kosztuje 250 MYR czyli około 105 SGD – znaczna różnica. Cena ta odpowiada pierwszej klasie, w przedziale dwuosobowym, z toaletą, umywalką i prysznicem (ciepła woda), a także z posiłkiem jeśli macie ochotę i ciepłymi napojami. Ceny w innych klasach są znacznie niższe... W drodze powrotnej można już kupić bilet do samego Singapuru – cena 250 MYR!!! Podana cena biletu jest za dwie osoby! SEAN kupował bilety osobno, każdym razem w jedną stronę, bilet można zarezerwować na stronie kolei malezyjskiej z 60 dniowym wyprzedzeniem, potrzebna jest karta kredytowa i wydruk z poczty elektronicznej, który staje się automatycznie biletem – nie trzeba potwierdzać w kasie. Na stronie kolei malezyjskiej podczas rezerwacji stacja w Kuala Lumpur nazywa się Sentral Kuala Lumpur, a więcej informacji na temat podróżowania pociągami w Azji i na całym świecie można znaleźć na stronie www.seat61.com (świetna strona!).

Transport w Kuala Lumpur: SEAN nie korzystał z lotniska w Kuala Lumpur, ale dość łatwy jest dojazd zarówno na główne lotnisko, jak i również na terminal budżetowy – przeznaczony dla tańszych linii lotniczych. Terminal budżetowy jest także głównym lotniskiem dla linii lotniczej Air Asia z dość dobrą siatką destynacji po Azji.

Na główny terminal udać można się pociągiem KLIA Express (cena około 40 MYR) ze stacji Sentral Kuala Lumpur (stacja główna w KL) lub autobusem (nieco tańszy). Na terminal, dla linii niskokosztowych (w pobliżu jest tor wyścigów Formuły 1), można udać się autobusem spod dworca – nie sposób zresztą tych autobusów przeoczyć (czerwone, z reklamami Air Asia) – cena przejazdu 9 MYR, w jedną stronę.

Dworzec kolejowy KL Sentral to przestronny budynek, z dużą ilością barów, sklepików. Na dworcu jest informacja (spokojnie można porozumieć się po angielsku – zresztą bez problemów było w pozostałych miejscach w Malezji, w których byliśmy), przechowalnie bagażu, trochę straganów z ciuchami oraz bankomaty. Stąd też odjeżdżają pociągi podmiejskie i dalekobieżne (m. in. Bangkok, Singapur). Na stacji jest sklep sieci „7 Eleven” – nie ma w nim żadnych alkoholi.

Komunikacja miejska jest szybkim, wygodnym i bezpiecznym środkiem transportu po mieście, SEAN niestety nie korzystał z autobusów, ale kilka razy zdarzyło przejechać się kolejką. Niestety jest ogromny mankament w poruszaniu się kolejką. Mianowicie każda linia ma oddzielny cennik i oddzielne bilety, nie ma też żadnych biletów turystycznych (jednodniowe), za każdym razem trzeba kupić jednorazowy bilet. Większość stacji posiada schody ruchome przynajmniej po jednej stronie ulicy (ta wiadomość dla tych co są „na walizkach”). Bilet kolejką "Monorail" kosztuje od 1.30 MYR, Bilet linią "Putra" zaczyna się już od 1 MYR.

HOTEL:
[Rozmiar: 25284 bajtów] ceny w Malezji są dość atrakcyjne i na pewno każdy znajdzie coś dla siebie - od 1 do 5 gwiazdkowych – SEAN zdecydował się na hotel, którego reklama głosiła: „5 gwiazdkowy standard za cenę 1 gwiazdkową” i faktycznie Tune Hotels, bo o nim mowa, okazał się bardzo dobrą opcją. Mianowicie Tune Hotels jest nowo powstałą i ciągle rozbudowującą się siecią hoteli w Azji. Płaci się za podstawową usługę czyli łóżko (wygodne), pozostałe usługi są płatne (klimatyzacja, internet itp.).
Doba w stolicy kosztowała nas 67 MYR z wliczoną 12 godzinną klimatyzacją (wszystkie dodatkowe opcje można wykupić podczas rezerwacji lub po przybyciu do hotelu), w hotelu zdecydowaliśmy się na Internet 15 MYR oraz zestaw łazienkowy kolejne 5 MYR (plus 10 MYR depozyt zwracany po oddaniu ręczników w recepcji). Do dziś się zastanawiamy, po co nam był ten zestaw łazienkowy, skoro wszystko mieliśmy ze sobą, ale z drugiej strony za tę cenę to nawet nie chce się grzebać w walizce za ręcznikiem czy tam innym szamponem.

Dla podróżujących po Azji jest dobra wiadomość, sieć tych hoteli się rozrasta – i już wkrótce można będzie zarezerwować hotel, za małe pieniążki np. na Bali (Indonezja), jeśli ktoś z was będzie korzystać z budżetowego terminala w KL, Tune Hotels otwiera tam swój hotel w kwietniu 2009. Sam pokój był czysty, z czystą i dużą łazienką z prysznicem, wygodnym łóżkiem, sejfem i dużym wiatrakiem, ale za to - uwaga - bez telewizora (ale kto by tam się kłopotał telewizorem podczas podróży). W hotelu (o czym powyżej) można również zostawić bagaż, jest także sklep sieci „7 Eleven”, "Subway" oraz miejscowy bar.

Podsumowując doba hotelowa, blisko stacji "Monorail" (Medan Tuanku) kosztowała nas w sumie niecałe 90 MYR – oczywiście z ekstra usługami.

„NAPITKI I PRZEKĄSKI”:
[Rozmiar: 25284 bajtów] hm... śniadanie: w knajpce indyjskiej, obiad: coś na ząb z kuchni chińskiej, a na kolację: coś z pikantnej kuchni malezyjskiej... Tak może wyglądać dzień w Malezji patrząc z kulinarnego punktu widzenia. SEAN przerobił powyższy schemacik, zaczynając od śniadania na przeciwko "Petronas Towers", w knajpce "NZ Garden Cafe" - nieco słabo indyjska nazwa – za to potrawy były iście indyjskie i wszystko, oprócz mocno już posłodzonej kawy (posłodzona kawa była także w pociągu do KL) było z curry(!!!).
Całe śniadanie kosztowało SEANA tylko 15.50 MYR, a próbowaliśmy: Thosai Telur (trudno powiedzieć, ale czuć było curry), Rot Bakar (znów coś koło curry), Roti Telur Bawang (hm...curry?) – wiemy ze jedna z tych rzeczy była omletem (z curry, a jakże).

Przykładowy obiad dla dwóch osób, w Kuala Lumpur (centrum miasta): krewetki w sosie słodko – kwaśnym, wołowina i kurczak w sosie pieprzowym i trzy piwa (325ml) to wydatek 73.95 MYR (napiwek wliczony w rachunek). Przykładowy obiad, dla dwóch osób, w Johor Bahru (centrum handlowe na przeciwko dworca kolejowego): owoce morza, wołowina w sosie pieprzowym oraz dwa napoje nie alkoholowe to wydatek 35.85 MYR (napiwek wliczony w rachunek). Generalnie jedzenie można znaleźć bardzo tanio, natomiast ceny europejskie, a czasami i wyższe dotyczą alkoholu.

Poniżej przykładowe ceny:

Butelka wody mineralnej: 3 MYR
Puszka piwa „mała”: od 5 MYR
Puszka piwa „duża”: od 9 MYR
Kawa: od 1.50 MYR (dużo drożej jest w "Starbucks")
McDonalds: Hamburger: 3.15 MYR,
Cheeseburger 4.35 MYR,
Big Mac 6.95 MYR
Piwo w knajpce – około 9.50 MYR (325 ml)
Sok ze świeżych owoców – 6.90 MYR (Kuala Lumpur)
napój (lokalny) w restauracji – 4.20 MYR (Johor Bahru)

„SHOPPING czyli ZAKUPKI”:
[Rozmiar: 25284 bajtów] normalnie raj... jak stwierdziła część ekipy SEAN’a... Faktycznie ceny zarówno w Kuala Lumpur, jak i w Johor Bahru były niesamowicie zachęcające, ale tyczy się to tylko i wyłącznie garderoby. Myśleliśmy o zakupie aparatu fotograficznego i/bądź laptopa, ceny zdecydowanie wyższe niż np: w Wielkiej Brytanii – nie warto.
A wracając do garderoby, można to i owo sobie zakupić, tutaj akurat nikt nie powinien być zawiedziony. Mnóstwo jest lokalnych sklepików, z lokalnymi markami, a ceny dużo niższe niż w Europie. W Johor Bahru SEAN skorzystał tylko z centrum handlowego naprzeciwko dworca kolejowego, większe i jak mawiają miejscowi jeszcze lepsze pod względem wyboru asortymentu i cen nazywa się Larkin (ten sam bilet przy przekraczaniu granicy singapursko – malezyjskiej) . Kuala Lumpur wymaga również nieco czasu na przeglądanie oferty handlowej miejscowych handlarzy... Najlepszą ofertę można znaleźć w okolicach stacji Bukit Bintang oraz Imbi (Times Square KL – kilkupiętrowe centrum handlowe). Warto, niewątpliwie, wstąpić też na Chinatown, by przejrzeć, na przykład, najnowszą kolekcję filmową lub skorzystać z oferty okolicznych sklepików (ciuchy jak najbardziej). A zatem jeśli jesteście gdzieś w okolicach, a potrzebą „niezwłoczną” jest zakup; sukienek, pantofelków, bluzeczek, itp., itd. Warto wstąpić do Malezji – raczej nie będziecie zawiedzeni, co najwyżej faktem, iż wasze własne nogi odmawiają posłuszeństwa, a wasza walizka ma ograniczenia kilogramowe.

OGÓLNE INFORMACJE: wizę na granicy dostaliśmy na 90 dni (MSZ mówi tylko o 30 dniach), nie ma żadnych zbędnych formalności oprócz wypisania normalnej karty wjazdu. Na terytorium Malezji wkraczaliśmy po raz kolejny, po opuszczeniu już granic – żadnych problemów.

Kiedy odwiedzić Malezję: pora deszczowa jest od kwietnia do października, chociaż stolica Kuala Lumpur charakteryzuje się tym, iż istnieje tylko jedna pora roku (Lato!), choć deszcz może padać codziennie (krótko, ale intensywnie). SEAN był w styczniu i zarówno na południu kraju (JB), jak i w stolicy (KL) deszczu nie widzieliśmy, co nie znaczy, że zdarzyć się nie może. Oczywiście należy pamiętać, iż jesteśmy w klimacie tropikalnym, z dużą wilgotnością i gorącem (butelka wody pożądana). Nie spotkaliśmy też żadnej chmary komarów – choć zalecane jest mieć ze sobą środek przeciwko owadom i w taki należy się zaopatrzyć. Nie ma obowiązku szczepień, kraj należy do czystych – oczywiście obowiązują normalne zasady, jak gdziekolwiek indziej (np. SEAN nie zaleca picia wody bezpośrednio z rzek – to nie będzie woda zdrowotna...raczej) i bezpiecznych (jedynie trzeba uważać na jednoślady – zdarza się wyrywanie torebek i przy przekraczaniu jezdni - nadjeżdżające samochody). W krajach Azji stosuje się restrykcyjne prawo dotyczące posiadania/ przewożenia narkotyków – kara śmierci, długoletnie więzienie są często zasądzane.

Toalety: standard toalet jest w miarę poprawny, chociaż warto mieć przy sobie przybory higieniczne. O ile stan czystości toalet (mogą być płatne) jest dobry, o tyle czasami nie ma w nich papieru toaletowego.

A teraz plusy i minusy czyli ”yes’sy i no’ły”
Wenus i Marsa w skrócie SEAN’a:

YES’SY:


[Rozmiar: 50939 bajtów]Okazja do tanich zakupów (odzież, obuwie)!

[Rozmiar: 50939 bajtów]Możliwość próbowania różnej kuchni azjatyckiej!

[Rozmiar: 50939 bajtów]Dobry transport w Malezji pomiędzy miastami!

[Rozmiar: 50939 bajtów]Kuala Lumpur - bardzo przyjazne miasto, z kilkoma punktami widokowymi!

[Rozmiar: 50939 bajtów]Bezpiecznie!

[Rozmiar: 50939 bajtów]Przyjaźnie nastawieni ludzie!

[Rozmiar: 50939 bajtów]Bardzo dobre oraz względnie niedrogie jedzenie!

[Rozmiar: 50939 bajtów]Względnie łatwa przeprawa między Singapurem a Malezją!

[Rozmiar: 50939 bajtów] wszędzie można dogadać się po angielsku i ludzie są bardzo przyjaźni!

NO’ŁY:


[Rozmiar: 50939 bajtów]Brak skoordynowanego biletu turystycznego w stolicy na transport publiczny!

[Rozmiar: 50939 bajtów]Drogie ceny sprzętu elektronicznego!

[Rozmiar: 50939 bajtów]Przepychanie się do metra, kolejek!

PODRÓŻ - I 2009

MALEZJA
wyspa Borneo/Kota Kinabalu




Trzecia największa wyspa świata - Borneo przywitała EKIPĘ pochmurnym niebem unoszącym się znad najwyższego szczytu Malezji - góry Kinabalu. Z drugiej zaś strony, po szalonych kierowcach na Filipinach i brudnych ulicach Manili, spokojna jazda taksówkarza i raczej czyste ulice miasta Kota Kinabalu wprowadzały w nastrój niczym niezmąconego spokoju.

SZON prosto z lotniska Kota Kinabalu udał się do pokoju hotelowego w hotelu Tunehotels. Zaletą tej sieci jest bardzo niska cena, a w tym wypadku (tutaj pojawi się uśmiech na twarzy "zakupomaniaków") również to, iż hotel znajduje się w ogromnym centrum handlowym. A przecież ceny w Malezji są "taaakie" atrakcyjne, że nie sposób wymyślić sobie lepszej lokalizacji na nocleg.

Po udanym wieczorze i wypełnionym koszyku, następnego dnia EKIPA udała się do portu by udać się i zobaczyć jedną z kilku pięknych wysp w okolicy Kota Kinabalu. Wybór padł na wyspę Manukan - ze względu na odległość, piękne plaże oraz możliwości podglądania podwodnego życia. I faktycznie po niemal 20 minutach szybkiej jazdy łodzią można, niemal wprost z brzegu podglądać wszelkie żyjątka podwodnego świata lub zażywać kąpieli morskich w niezwykle bardzo ciepłych wodach Morza Południowochińskiego. Sprzęt do snorkelingu można wypożyczyć podczas rezerwacji łódki. Dla tych, których świat podwodny aż tak bardzo nie kręci, pozostają czyste plaże i krystalicznie czysta woda okalająca wyspę.

Ostatnia łódka z wysepki odpływała o godzinie 16:00. Tak więc, po powrocie do hotelu/marketu, SEAN ... dopełnił zakupowe koszyki i zakończył krótki, ale bardzo udany pobyt przy pociągu pełnym smakowitego sushi.

Borneo można polecić oczywiście na dłuższy pobyt niż 48 godzinna eksploracja w wykonaniu SEANA, jednak czas naglił, a na liście było jeszcze kilka miejsc do zobaczenia. EKIPA opuściła gościnne progi prowincji Sabah, by przez Kuala Lumpur udać się do Socjalistycznej Republiki Wietnamu.
[Rozmiar: 87276 bajtów]




















[Rozmiar: 87276 bajtów]



















Teraz garstka ciekawych informacji:


TRANSPORT:
[Rozmiar: 25284 bajtów] lotnisko w Kota Kinabalu oddalone jest od centrum miasta o około 8 km. (5 mil). Do centrum można dojechać autobusem za około 2 MYR, podróż do centrum taksówką wyniesie 20 MYR. EKIPA nocowała w dość oddalonej od centrum części miasta, Borneo, gdzie taksówka dla czterech osób (większy samochód) kosztowała 70 MYR, normalny samochód, do którego nie zmieściły się wszystkie walizki miał kosztować 50 MYR. Taksówkę zamówić można tuż po wyjściu z sali przylotów.
Lotnisko Kota Kinabalu posiada dwa terminale, z terminala nr 2 odlatuje m.in. linia lotnicza AirAsia, z terminala nr 1 m.in. Malaysian Airlines. Oba terminalne są nieco oddalone od siebie – piesza przeprawa zajmie około 20 minut.

Jeśli korzystacie z usług Tunehotels można zamówić transport z i na lotnisko z firmą Captrans, która ma swoje biuro obok recepcji hotelu. Transfer dla czterech osób kosztuje tylko 35 MYR, aby zarezerwować można po prostu wstąpić do biura lub zadzwonić (angielski) pod numer +603 - 8734 8255. Poza tym, z Tunehotels i centrum handlowego Borneo1 do centrum miasta, co pół godziny odjeżdża darmowy autobus, który zatrzymuje się przy Warisan Square (20 minut na spacerkiem do portu, z którego odpływają łodzie na poszczególne wyspy). Darmowy bilet na ten autobus jest do nabycia w północnej części centrum handlowego lub w budce przy Warisan Square.

Łódź na wyspę Mandukan kosztuje 16 MYR za osobę, do tego dochodzi opłata portowa 6 MYR za osobę i wstęp na wyspę, która leży na terenie parku narodowego - 10 MYR. Po drodze z Warisan Square, idąc tuż przy brzegu jest nieco mniejszy port i w tym miejscu oferowano SZONOWI wyprawę na wyspę za 15 MYR od osoby (o dodatkowych kosztach i o tym czy łódka będzie czekać, czy też cała EKIPA wracać będzie wpław, nie byliśmy poinformowani, ale gdyby SEAN miał więcej czasu na pewno z tej opcji byłby skorzystał).

HOTEL:
[Rozmiar: 25284 bajtów] nocleg w Malezji nie spowoduje spustoszenia w portfelu, ceny są umiarkowane, by nie powiedzieć czasami – szalenie niskie. SEAN za dwie doby w hotelu Tunehotels zapłacił „bezczelne20.92 MYR. Do tej ceny doliczyć należy klimatyzację 13.50 MYR (12 godzin – starcza nawet na 3 dni, gdyż kiedy was w pokoju nie ma, klimatyzacja nie działa), internet – o ile ktoś potrzebuje (15 MYR za dobę).
Jeśli nie chce wam się grzebać w walizce w poszukiwaniu ręcznika i mydła lub szamponu, to można sobie zafundować zestaw łazienkowy za „5 MYR (1 ręcznik, saszetka z mydłem i saszetka z szamponem) czyli cała „dycha” na parę.

Inne zalety hotelu Tunehotels w Kota Kinabalu: dobry prysznic w pokoju hotelowym (o który czasami niełatwo jest w Azji), wygodne łóżko (jak poprzednio), lokalizacja (centrum handlowe) i bezpłatny transport do centrum i oczywiście: CENA. Wady: mały pokoik i... to wszystko.

„NAPITKI I PRZEKĄSKI”:
[Rozmiar: 25284 bajtów] malezyjska kuchnia daje się we znaki podniebieniu swoimi ostrymi przyprawami i mimo, że SEAN (a przynajmniej jego część) lubi narodową potrawę Nasi Lemak, to jednak jest większym zwolennikiem japońskiej kuchni... Centra handlowe w Azji mają to do siebie, że można znaleźć kuchnie, niemal z każdego zakątka tego kontynentu.
SEAN się nie pomylił..., Sushi King był tuż za rogiem i z (nieśmiało się przyznając) 12 talerzykami przepysznych różności i szklaneczkami Tigera (piwo malezyjskie – alkohol jest drogi w Malezji) SZON zakończył pyszną ucztę przy pociągu Sushi. Jedzenie było bardzo dobre i SEAN wraz z całą EKIPĄ wrócił następnego wieczora na kolejne 12 talerzyków i nawet powrócił rozładowywać wagoniki Sushi w Kuala Lumpur (wizyta w stolicy Malezji). Przykładowe ceny w Kota Kinabalu: Ice tea – 1.60 MYR, Wizyta w Sushi King (dwie osoby) – 66.70 MYR z piwem, Wizyta w Sushi King (dwie osoby) - 49.45 MYR z colą, Śniadanie w sieci Coffee Bean – od 13.80 MYR z kawą (darmowa dolewka), Caffe Latte – 9.80 MYR, Kanapka z kurczakiem - 11.90 MYR, Red Bull – 2 MYR, Piwo 660 ml (sklep 7 eleven) – 15 MYR

„SHOPPING czyli ZAKUPKI”:
[Rozmiar: 25284 bajtów] kilkakrotnie już SZON dawał do zrozumienia, iż Malezja to jedno z najbardziej dogodnych miejsc na wymianę garderoby. Za niewielkie pieniądze można tam zaopatrzyć się w sporo rzeczy (nie mylić z komputerami, aparatami fotograficznymi itp. – te akurat nie są tanie).
Poza tym SEAN pisał, iż Tunehotels mieści się w wielkim centrum handlowym Borneo1 i nie trzeba nawet się wysilać za bardzo by parę pantofelków sobie zakupić ledwie wynurzając nos z hotelowego pokoju.

Zresztą Malezja ma to do siebie, że co najmniej kilka dużych centrów handlowych można w każdym dużym mieście znaleźć, choćby z największym w Kota Kinabalu (tuż nieopodal portu), jeszcze nie w pełni oddanym do użytku kompleksem Wisma Merdeka.

A teraz plusy i minusy czyli ”yes’sy i no’ły”
Wenus i Marsa w skrócie SEAN’a:

YES’SY:


[Rozmiar: 50939 bajtów]Dość dobry hotel i bardzo tani hotel!

[Rozmiar: 50939 bajtów]położenie hotelu!

[Rozmiar: 50939 bajtów]Sushi King!

[Rozmiar: 50939 bajtów]Wyspa Medukan!

[Rozmiar: 50939 bajtów]Niedrogi transfer na lotnisko z firmą Captrans!

[Rozmiar: 50939 bajtów]Darmowy autobus do centrum!

[Rozmiar: 50939 bajtów]Możliwość spróbowania wielu wyśmienitych kuchni Azji!

NO’ŁY:


[Rozmiar: 50939 bajtów]Niewielki chaos przy zakupie biletów na okoliczne wyspy!

[Rozmiar: 50939 bajtów]ceny alkoholi!

PODRÓŻ - I 2010

Strona Główna

...lepiej poczuć przez chwilę niż bez czucia żyć!!!